|
. O INDIACH
Żurnaliści nad Gangesem
Punkty, raporty, głosowania
Każde posiedzenie Komitetu Wykonawczego IFJ ma kilkanaście punktów, z których najważniejsze to raport sekretarza generalnego o tym, co organizacja robiła przez ostatnie sześć miesięcy, raporty o prowadzonych akcjach takich jak kampania na rzecz publicznej telewizji czy obrona praw dziennikarskich "wolnych strzelców", wreszcie raporty regionalne, z reguły budzące najwięcej emocji, bo te sprawy członkowie znają z własnego doświadczenia i chętnie zabierają głos.
Część ogólną od szczegółowej, wymagającej głosowania oddziela raport Komitetu Administracyjnego, czyli ciała złożonego z funkcyjnych osób w IFJ - prezydenta, wiceprezydentów, skarbnika i oczywiście sekretarza generalnego, którzy w Delhi spotkali się nazajutrz o 9:00 rano, podczas kiedy nasze obrady zaczynały się dopiero o 11:00.
W tej drugiej części obrad mieliśmy głosować przyjęcie do IFJ jedenastu organizacji dziennikarskich, z których wiele od lat ubiegało się o ten przywilej; omówić dalsze zamierzenia ośmiu programów specjalistycznych prowadzonych przez naszą organizacje i wreszcie zdecydować, gdzie i kiedy spotkamy się raz jeszcze przed kongresem FIJ, zaplanowanym już na koniec maja w Atenach, przed Igrzyskami Olimpijskimi.
Kiedy o jedenastej xx członków Komitetu Wykonawczego zjawiło się w sali na pierwszym piętrze hotelu Park, obsługa wnosiła jeszcze krzewy w donicach między stoły ustawione w literę u, z prezydium z otwartego jej końca. Posiedzenie komitetu to logistyczna łamigłówka: potrzeba kilkunastu mikrofonów na stołach i słuchawek dla każdego, by można było porozumieć się w trzech językach: angielskim, francuskim i hiszpańskim. Na szczęście dla mnie (znam tylko angielski) Aidan White, sekretarz generalny IFJ, jest Irlandczykiem, a prezydent Chris Warren - Australijczykiem, więc angielski jest tu językiem pierwszym, co nie przeszkadza, że członek komitetu, xx mówi twardo po francusku, a delegaci z Ameryki Południowej - oczywiście, barwnie i ze swadą wyłącznie po hiszpańsku. W Europie i w Stanach na posiedzenia przyjeżdżali tłumacze z Brukseli, stale współpracujący z organizacją; w Indiach ich nie było, ale całkiem dobrze radzili sobie miejscowi specjaliści.
« wstecz | ciąg dalszy » |