|
. O MEDIACH
Wyjście Cimoszewicza
- manipulacja mediów
Tę czarną listę można by niemal dowolnie wydłużać, jeśli dodałoby się do niej to, co dzieje się na łamach tabloidów, wyznaczających nowe standardy nie tylko w śledzeniu obłudy polityków, ale i w obdzieraniu z prywatności zwykłych ludzi, których dopadło nieszczęście.
Co można i należy zrobić, by powstrzymać tę falę dziennikarskiej lichoty? Wobec manipulacji, krzywdzenia ludzi i bezkarności mediów same oświadczenia nawet tak szacownego grona, jak Rada Etyki Mediów, nie wystarczają. Nie wystarcza także tradycyjna odpowiedź dziennikarzy i redaktorów: nas nikt nie musi pilnować, bo robią to nasi odbiorcy, ponieważ to właśnie na odbiorcach mediów odbywa się manipulacja. Może więc czas, by największe tytuły i ich wydawcy powołali u siebie rzeczników praw czytelników? Są tacy w części prasy zachodniej, mają prawo do krytycznego zabierania głosu i sprzyja to dziennikarskiej rzetelności. A może profesor Andrzej Rzepliński, gdy zostanie już Rzecznikiem Praw Obywatelskich, powołałby kogoś takiego u siebie i dał mu możliwość analizy i interwencji w najbardziej jaskrawych przypadkach? Jego doświadczenia z czasów przewodzenia Radzie Konsultacyjnej CMWP pozwalają żywić na to nadzieję.
Na razie, zapewne na skutek apelu Generalnego Inspektora Danych Osobowych i listu prezesów czterech sądów, tamę nierzetelności dziennikarskiej obiecał stawić dyrektor IPN-u, osobiście stając na bramce prowadzącej do zbiorów. Zapowiada, że wpuści tego, kogo zechce. To pomysł zły, choć powzięty w dobrej intencji ograniczenia wypływu ubeckich teczek, bo gdy brak jest jasnych kryteriów dziennikarskiego dostępu do nich, to będzie tak jak w klubach właśnie: nie wiadomo kto nie wejdzie, ale wiadomo, że wejdą znajomi bramkarza. A poza tym jest salka dla VIPów, którzy wchodzą zawsze i wprowadzają swoich znajomych. Czyli grunt to z VIP-ami żyć dobrze.
I być może to jest wyjaśnienie, dlaczego sprawozdawcy sejmowi z całego sobotniego przesłuchania świadka Cimoszewicza najbardziej wzięli sobie do serca rzucone za nim pytanie posła Giertycha: - Czy pan stchórzył? Nie słyszałem opinii, by marszałek był źródłem dziennikarskich przecieków, podczas gdy jego adwersarze z komisji nawet się nie kryją się z udzielaniem informacji mediom.
Andrzej Krajewski,
dziennikarz niezależny,
b. dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy
« wstecz | początek » |