|
. O MEDIACH
Kamil, trzymaj się!
W ostatnich tygodniach dla zwykłych ludzi afera Rywina wcale nie była najważniejszym medialnym wydarzeniem.
– Jeśli mnie przekonasz, że to wszystko nie jest tylko waszą, warszawską zabawą we własnym gronie, kolejnym przedstawieniem dla naiwnych, to uda ci się coś niemożliwego – powiedział mi na początku marca, po miesiącu trwania przesłuchań Rywingate, znajomy celnik z Opola. Byłem zaskoczony, że się odezwał.
– Wiesz, to wymagałoby dłuższej rozmowy – odpowiedziałem z wahaniem – Może pod koniec marca...
– W porządku, ale tak naprawdę to dzwonię, bo interesuje mnie co innego: dlaczego na telewizyjnych „Wiktorach” Kamil Durczok był ogolony na łyso?
Nie oglądałem transmisji, nie mogłem nic powiedzieć. Następnego dnia pytanie „Widziałeś Durczoka?” usłyszałem kilka razy. Wieczorem zobaczyłem go na własne oczy: dziennikarz „Wiadomości” prowadził je tak jak dawniej, spokojnie i fachowo, może tylko nieco rzadziej się uśmiechał. Na głowie rzeczywiście nie miał ani jednego włosa. Pod koniec, po sekundzie wahania powiedział: To już wszystko na dziś, poza jedną informacją. Wielu z państwa pytało ... i krótko opowiedział o zainteresowaniu telewidzów jego odmienionym wyglądem, który jednak – jak wyjaśnił – nie jest wynikiem ani zakładu, ani mody, lecz ubocznym skutkiem leczenia choroby nowotworowej. – Mam nadzieję, że moje włosy powrócą, tak jak mam nadzieję... nie, mam pewność – poprawił się – że wygram walkę z tą chorobą.
Oniemiałem. To, co zrobił Karol Durczok przejdzie do historii polskiej telewizji, będzie wspominane przez lata, tak jak zabranie torebki ze studia przez Aleksandrę Jakubowską czy ogłoszenie końca komunizmu w 1989 r. przez Joannę Szczepkowską. Jestem pewien, że miliony widzów „Wiadomości” zapamięta tę wypowiedź Kamila Durczoka o wiele lepiej, niż obrazy z przesłuchań przez sejmową Komisję Śledczą Adama Michnika, Jerzego Urbana czy Juliusza Brauna, choć politycznej wagi tych wydarzeń nie sposób nawet porównywać.
Za sprawą szczerości Durczoka zrobiliśmy bowiem kolejny krok w stronę normalnego świata, czyli tego, w którym ludzie polityki, kultury i mediów, zamiast za sprawą choroby tajemniczo znikać z życia publicznego, przyznają, że mają raka albo powalił ich zawał, że mieli wylew krwi do mózgu, leczą się z choroby alkoholowej albo uzależnienia od narkotyków, a nawet – że umierają na AIDS.
ciąg dalszy » |