|
. O MEDIACH
Kamil, trzymaj się!
U nas ciągle jest to wyjątek. Pisałem tu kilka miesięcy temu o odwadze dziennikarza „Polityki”, Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego, który na łamach tygodnika, gdzie od 40 lat pracuje, opisał swoją walkę z chorobą Parkinsona. Po lekturze tego numeru „Forum Dziennikarzy” AKW przywitał mnie: - Dzień dobry mój apologeto, ale nie wątpię że tych, którzy docenili jego szczerość, było znacznie więcej. Niedawno zmarły profesor Lech Falandysz będzie pamiętany nie tylko jako wspaniały, pełen życzliwości człowiek oraz twórca „falandyzacji prawa”, czyli twórczego rozciągania prerogatyw jego szefa, prezydenta Lecha Wałęsy, ale także jako ten, który miał odwagę przyznać się, że wszyto mu esperal sześć czy siedem razy.
Z kręgów zbliżonych do ludzi trzymających władzę w „Wiadomościach” dowiedziałem się, że kierownictwo Telewizyjnej Agencji Informacyjnej długo ważyło decyzję pozwolenia Durczokowi na pokazanie się przed kamerą. Nie mam powodów do chwalenia jego szefów; przepaść między „Wiadomościami” a „Faktami” wydaje się już nie do nadrobienia, a na stronniczość w relacjonowaniu afery Rywina przez programy informacyjne telewizji publicznej zwróciła uwagę nawet Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, tak przecież oszczędna w wydawaniu opinii. W chwilach szczerości dziennikarze tych programów przyznają, że najbliżej prawdy jest u nas prognoza pogody.
Nie dopuszczenie na wizję Kamila Durczoka byłoby skandalem, ale wśród tylu innych zapewne pozostałby on niedostrzeżony, a zatem jego szefom jestem jednak winien dobre słowo. Jemu samemu natomiast należą się, poza oczywistymi życzeniami powrotu do zdrowia, wielkie gratulacje za odwagę, jaką wykazał na wizji.
Tych kilka słów, które wypowiedział lekko drżącym głosem, podniosło na duchu tysiące, a może i dziesiątki tysięcy ludzi walczących z chorobą nowotworową. – Może Durczok, mogę i ja – powiedzieli sobie. Zapamiętany obraz jego łysej głowy wzmocnił ich wolę walki z nieszczęściem. Pokazanie się Durczoka na ekranie w ułatwi im powrót do zawodu, pomoże uzyskać zrozumienie i wsparcie w pracy, w domu, w rodzinie, wśród znajomych – a tego potrzebują równie, jak zdrowia.
To wszystko przebiegło mi przez myśl, gdy oglądałem odmienionego, a przecież tego samego, znanego i lubianego telewizyjnego dziennikarza. Jestem przekonany, że wkrótce zobaczę go znów z grzywką, czy może na jeża. Powrót do zdrowia Kamila Durczoka przyniesie otuchę i wzmocni wiarę milionów ludzi.
Taka jest potęga szklanego ekranu, o czym wiosną 2003 roku przypomniała nam – na szczęście – nie tylko afera Rywina.
Andrzej Krajewski
« wstecz |