|
. O UKRAINIE
Dziennik obserwatora
Sobota, 20 listopada, Odessa
Moją partnerką w misji obserwacyjnej jest Judith, szkocka nauczycielka. Ma doświadczenie w obserwacji wyborów, ale nie zna rosyjskiego. Tłumaczka Lilia jest nauczycielką angielskiego, po śmierci męża sama wychowuje dwóch synów. Kierowca Witalij, 25-latek patrzy spode łba, krótko ostrzyżony, ma samochód bez numerów rejestracyjnych, bo zaraz będzie go sprzedawał. Z tego żyje - jeździ pociągiem do Kijowa, kupuje auto, przyprowadza je do Odessy i tu sprzedaje z zyskiem.
Florence, szefowa naszej grupy, nie jest w stanie przeczytać mojego imienia, za to inne - do zapisania - speluje z szybkością karabinu maszynowego: większość z nas, nie-Amerykanów i nie-Anglików, ma kłopoty z ich zapisaniem, nawet Judith się myli. Jak oni dobierają tych długoterminowych obserwatorów? Polska grupa jest bardzo młoda, jestem w niej chyba seniorem, podczas gdy ludzie z zachodu to wcześni i późniejsi emeryci, choć zdarzają się i młodsi, ale to rodzynki.
Do komisji rejonowej mamy ponad 100 km - dwie godziny drogi, rejon jest ogromny, ma 142 punkty głosowania, wczoraj po południu odwiedziliśmy pięć, dzisiaj może damy radę zobaczyć następnych pięć, wszystkich skontrolować się nie da. Jedziemy w stronę miasta Jużnoje, do bazy wojskowej Czernomorskaja. W domu kultury Lilia pokazuje nam leżące w punkcie wyborczym ulotki - wojskową satyrę na Juszczenkę z rysunkami i dowcipami w stylu kloacznym. Koszmar.
W Jużnym w małej restauracji godzinę czekamy na bliny, dostajemy zimne. Robię awanturę, Judith jest zgorszona. W drodze powrotnej odwiedzamy jeszcze dwie komisje w małym miasteczku koło Odessy - wojskowe osiedle, dom kultury zimny jak trupiarnia, przewodnicząca ma zasznurowane usta, boi się straszliwie. Przed wyjściem jakiś człowiek cieszy się, że przyjechaliśmy, bo - jak mówi - dopilnujemy żeby wybory były uczciwe. - Bóg pomoże - dodaje i widać, że chce powiedzieć więcej, ale przewodnicząca stoi tuż za jego plecami.
O szóstej mamy zebranie. Florence opowiada jak w odwiedzonym przez nią szpitalu z dnia na dzień rośnie liczba głosujących - od wczoraj o 100, więc poszli sprawdzić kilka adresów. Tam gdzie mają mieszkać wyborcy nikt o nich nie słyszał. My nie jesteśmy w stanie tego zrobić, ale zauważyłem że podania o glosowanie w domu pisane były na tym samym papierze, tym samym charakterem pisma.
« wstecz | ciąg dalszy » |