|
. O UKRAINIE
Trzecia tura na Ukrainie
(komentarz dla "Rzeczpospolitej", nie opublikowany)
Na trzeciej turze ukraińskich wyborów powinno być jak najwięcej obserwatorów, także - a może przede wszystkim - z Polski.
- To co, spotykamy się znowu za dwa tygodnie? - rzucił na odeskim dworcu James, postawny Amerykanin z Virginii. Odpowiedział mu śmiech, bo nazajutrz po wyborach, które śledziliśmy jako obserwatorzy OBWE na Ukrainie, taka perspektywa była jedynie żartem, choć usprawiedliwionym naruszeniami ordynacji wyborczej, które widzieliśmy na własne oczy. W Kijowie, na Placu Niepodległości, gdzie spędziliśmy powyborczy wtorek, wydawało się to już mniej nieprawdopodobne, a tydzień później, po ukraińskiej konferencji okrągłego stołu i decyzjach parlamentu - już całkiem możliwe, a od wczorajszej, przełomowej decyzji Sądu Najwyższego w Kijowie - w zasadzie pewne. Jak więc powinna wyglądać ta trzecia tura ukraińskich wyborów prezydenckich 2004 i jaką rolę powinni w niej odegrać zagraniczni obserwatorzy?
Przede wszystkim powinno być ich więcej niż dotychczas. Podczas drugiej tury wyborów na Ukrainie przebywało około 4 tysięcy zagranicznych obserwatorów z kilku organizacji - OBWE, amerykańskiego ENEMO, Forum Polsko-Ukraińskiego i wielu innych. Komisji wyborczych było ponad 30 tysięcy, jeśli więc nawet 21 listopada udawało się nam odwiedzić po około dziesięciu z nich, być w jednej na otwarciu a w innej na zamknięciu głosowania i przy liczeniu głosów, to i tak pole do nadużyć pozostawało ogromne. Mówili nam to sami wyborcy, dziękując za przyjazd, bo przy nas może "budiet po zakonu", czyli zgodnie z prawem.
ciąg dalszy » |