|
. O UKRAINIE
Trzecia tura na Ukrainie
Następne wątpliwe rozwiązanie to ruchome urny wyborcze. Ludzie starsi i o ograniczonych możliwościach poruszania się mogli poprosić o przyjście do nich z urną. Poszedłem za taką trzyosobową komisją i policjantem w pododeskim wojskowym osiedlu Czornomorskoje i przekonałem się, że żaden z głosujących nie miał szans na zachowanie w tajemnicy swojego wyboru, a już w trzecim odwiedzanym domu zamiast leciwej matki głosowała jej córka - oczywiście na Janukowycza. Obecność obserwatora OBWE komisji nie przeszkadzała, co świadczy, że była to praktyka nagminna. Bez likwidacji przenośnych urn nie da się jej wykorzenić.
Inna sposób wpływania na wyborców, to wręczanie im podczas odwiedzin w domu "zaproszeń do głosowania" z numerami w spisie wyborców, co ma ułatwić pracę komisji, ale daje okazję do wywierania nacisku na wyborcę. Ponieważ za trzecim razem doskonale już wiadomo kto, gdzie i kiedy głosuje, należałoby zabronić rozprowadzania tych wezwań.
Są wreszcie kwestie tak z pozoru drobne, jak wielkość wyborczej kartki. W pierwszej turze, przy wielu kandydatach trzeba ją było złożyć, by weszła w szparę plastikowej, przezroczystej urny. W drugiej - wchodziła bez składania. Bogdan Borusewicz opowiadał mi, co widział w jednym z więzień: strażnik przy urnie śledził, kto po wyjściu zza kotary składał swój głos na pół, tak żeby nie było widać, który kwadrat zaznaczył. Wynik? 1800 głosów za Janukowyczem, siedem za Juszczenką. A przy urnach stali także oficerowie, kręcili się szefowie lokalnych administracji. Wniosek: kartka musi być większa, by trzeba było ją zgiąć.
« wstecz | ciąg dalszy » |