Strona główna Kontakt English Version
 
Rzetelne media Kim jestem Co myślę Tłumaczenia, guide Linki Ajaks Bed & Breakfast
 
   
.: CV
.: Artykuły
.: Zdjęcia
.: Blog

. ARTYKUŁY

SZCZĘŚCIARZ

Ponieważ wszystkie „działki” tematyczne były zajęte przez kolegów, musiałem znaleźć coś dla siebie. Na moje szczęście wkrótce rozpoczęto budowę Huty Katowice. Często tam jeździłem, pisałem o tej inwestycji. W ten sposób dorobiłem się swojej „działki”. W końcu dostałem za to tytuł „Honorowego Budowniczego Huty Katowice”, później także „Zasłużonego dla Przemysłu Oświetleniowego”, bo pisywałem też o lampach i oświetleniach. Moje specjalności zgrabnie, choc złośliwie podsumował Zbyszek Kuraś w redakcyjnym wierszyku na trzydziestolecie EXPRESSU: Krajewski piłuje deski...

Naczelnym był wówczas Zbigniew Sołuba, a jego zastępcą Marian Kozłowski, mocny działacz partyjny, który opiekował się początkującymi dziennikarzami. To z jego polecenia po roku w dziale krajowym przeszedłem do zagranicznego, kierowanego przez Julisza Pollacka. Był tam redaktor Wojciech Bukowski, poznałem także korespondenta Expressu w Londynie – Wojciecha Kornackiego, który wkrótce zasłynął „wybraniem wolności” na Zachodzie.

Niestety, w zagranicy nie wytrwałem zbyt długo, ponieważ praca tam wymagała codziennego wstawania o piątej rano. EXPRESS był gazetą popołudniową i wiadomości krajowe, zwłaszcza publicystykę, przygotowywało się dnia poprzedniego, ale informacje zagraniczne musiało się robić rano. A ja byłem wtedy śpiochem i po miesiącu takiej pracy dostałem oficjalne zwolnienie lekarskie z powodu ... wyczerpania. Po roku wróciłem do działu krajowego, nie tylko zresztą ze względu na zdrowy sen. Redaktor Bukowski zwykł był bowiem mawiać:
– Jak TRYBUNA LUDU pisze „papieża” przez „rz” – to my też mamy tak pisać.

Była w tym gorzka ironia, ale dobrze oddająca istotę rzeczy: o sprawach międzynarodowych trzeba było pisać wyłącznie za TRYBUNĄ. Moją „działką” były kraje Trzeciego Świata, ale jedyna pustynia jaką poznałem to była Błędowska, przy okazji wypadów na Śląsk. Z podróżami służbowymi za granicę nie było aż tak źle, bo byłem na przykład dwa razy aż w Mongolii, ale raczej jeździło się bliżej, do ludowych demokracji. Kiedy w połowie lat siedemdziesiątych uruchomiono możliwość wyjazdów bez paszportu, na wkładkę turystyczną do NRD, ruszyliśmy ze Sławkiem Mrowińskim, zastępcą Remka Kościuszki, na opisywanie konsumpcyjnego raju, jakim wydawał się wtedy NRD-ówek.

« wstecz | ciąg dalszy »

:: Najtrudniejsza pielgrzymka
:: Szczęściarz
strona główna : kim jestem : co myślę : tłumaczenia, guide : linki : kontakt : english rzetelne media : bed & breakfast
  2005-2011 © Maciej Jagielski. Wszelkie prawa zastrzeżone.