|
. ARTYKUŁY
SZCZĘŚCIARZ
Pamiętam pierwsze popołudnie w hotelu w Berlinie. Zaraz po umyciu się chcieliśmy z redakcyjnym kierowcą natychmiast ruszać na zakupy, a tu Sławeczek spokojnie wyjmuje wódeczkę i zagrychę, a widząc nasze zdziwione miny, mówi:
– Panowie, spokojnie, myśmy tu przyjechali pisać, a nie szaleć po sklepach...
Sławek był doświadczonym, jeszcze przedwojennym dziennikarzem, koniec wojny spędził w obozie jenieckim, o czym zaczął wspominać gdy dojechaliśmy w okolice Budziszyna. Nie mieliśmy żadnego „opiekuna” ani „przewodnika” ze strony bratniej popołudniówki z Berlina, co było dowodem pewnej niezależności EXPRESSU i tego, że nasz wyjazd był inicjatywą redakcji, a nie oficjalną wymianą dziennikarską NRD – PRL, co wyglądało znacznie bardziej ceremonialnie i było lepiej kontrolowane przez – w tym wypadku – STASI.
Przez pierwsze dwa lata pracy w Expressie praktycznie nic nie wiedziałem o cenzurze; nie znałem nawet pokoju gdzie siedział cenzor. Zwykli redaktorzy nie mieli z nim kontaktu, chociaż oglądał i stemplował wszystkie kolumny, ale to była sprawa prowadzących wydanie.
Ponieważ w dziale krajowym zajmowałem się przemysłem ciężkim i górnictwem, sporo jeździłem po kraju. Ktoś gdzieś powiedział mi o znalezieniu „wielkiej ropy” w Poznańskiem. Ruszyliśmy z fotoreporterem redakcyjnym Fiatem. Było tak, jak mi to opisywano: słup dymu, ropa tryska, wokół uwijają się ludzie w kaskach, nerwowa, podniecona atmosfera. Wpuścili redaktora z Warszawy, fotoreporter szalał, ja rozmawiałem z kierownictwem i załogą. Dumni wróciliśmy do redakcji. Następnego dnia oddaję całokolumnowy reportaż ze zdjęciami. Po godzinie Remek Kościuszko mówi:
– Wiesz, Andrzej, mamy problem z ta ropą... Najlepiej załatw sprawę sam... Idź i pogadaj na pierwsze piętro, do końca korytarza...
Wchodzę. Niepozorny, mały, łysy facet z kępkami siwych włosów na skroniach siedzi za wielkim biurkiem, za nim widać opancerzone drzwi skrytki w ścianie, klucz w zamku... Jak się później dowiedziałem, to tam chowana była sławna „księga” cenzorska z zapisami.
– Siadaj, młody człowieku – spojrzał na mnie znad złotej oprawki okularów. – Tak, to słuszny tekst, ale na ropę jest zapis... Mógłbym to puścić, ale pod warunkiem że zostanie wykreślone słowo „ropa”.
– To jak mam określić to, co tam znaleźli?
– Może „surowiec mineralny” ?
Pokiwał głową, ja też pokiwałem, w gazecie nic nie poszło. To było moje pierwsze bliższe dotknięcie systemu.
« wstecz | ciąg dalszy » |